i rzuca, Pną się we mnie czarne kwiaty -
złote." />
i rzuca, Pną się we mnie czarne kwiaty -
złote." />
Mgły się suwają nad czarnym borem -
krople padają z drzew -
słyszę daleki słowiczy śpiew
w sercu mym chorem.
Na niebie groźne mroczne chmury -
w mgłach mój nieznany szczyt -
ptak we mnie śpiewa złotopióry:
już świt! już świt!
"Lew się ducha we mnie sroży
i rzuca się i rwie ludzi
wprzód, nim się rozum obudzi".
Łuną rozpaczy zażegając sioła
zbiegłem, żywota nie chroniąc przed tużbą.
Innego nie chcę, prócz ciszy, kościoła,
fałszywcom nie chcę być swakiem, ni drużbą -
niechaj nas morza przedzielą i step -
w miejsce korony wdziałem wilczy łeb.
Polszcza... kochałem ja się w twych rumieńcach,
którymi zorza wschodziła zza boru -
i w twoich złotych warkoczach i w żeńcach -
i w łyskawicach letniego wieczoru,
i w ryku żubrów, idących na spój...
od szlochu pęknie pierś...Boh mój!
Przez ducha mgły i w zbroic chrzęście
widzę ten cudny gród - w sadach wiśniowych i w złocie.
Tutaj zdobyłem cześć - i tu straciłem szczęście -
tu greckiem wino lał bogini mej - Tęsknocie -
tu Antygony cień ślepy mi przyzwał Mag -
i tu wśród ciemnych burz słuchałem dzikich sag.
Hej, przy księżycu srebrnymi podkowy
zmiatałem kowyl z drużyną po stepie...
Hej, znawały mnie panieńskie alkowy,
bo serca rubin pieśniami rozszczepię!
ja prosty rycerz - bard słońca i pól
więcej zdobyłem królestw, niźli - król.
Raz - osaczywszy połowieckie wieże
zsiadłem, rannego mając tabuńczyka -
a słońce krwawe już otwarło dźwierze,
przez które dusza Bogu się wymyka;
a na kurhanie stary Bojan grał -
miedziane struny wieszczą pieśnią rwał.
I zmilkł. Ujrzałem olwijską kniaziównę
na koniu w cwał lecącą z Czarnomorza -
Stanęła, klęka. Oczy gwiazdom równe
wbija mi w serce, mówiąc: "ta krwi zorza -
to moje władztwo! zgliszcza - to mój dom!
biegłam - monachów mając z nożami - lub srom:"
Com odrzekł - nie wiem, bo chóry Eonów
już mnie objęły w grające pierścienie -
i blask poczułem, jak jeden z tych Tronów
na których gwiezdne oparł Bóg sklepienie.
Szliśmy - tęczami obryzgani ros
z kurhanów leciał dziwny - rajski głos.
Lecz któż, o Panie, zmierzył Twe krawędzie
i wieczność morza przelał do swej dłoni?
Któż wie, co było - i któż wie, co będzie?
za spadającą gwiazdą któż pogoni?
Pani! jedyna moja - wszechświat w Tobie
poznałem, bom go ukochał przez Ciebie!
i jeśli teraz żyję smętny w grobie,
to z wiarą, że się ocknę w Twoim sercu - w niebie
Ach, gdym Cię złożył na marach otrutą -
bólami ściętą twarz - źrenice szklane -
tom ja przysięgnął taką pomstę lutą,
jak Duch - co pisał ogniem: Thekel-Mane!
Przez nocy tysiąc szukałem zbrodniarza,
w gusła zabrnąłem i w czarne zaklęcia -
Szatan objawił: zbrodniarz u ołtarza -
- służy mnie - ale ma wygląd jagnięcia -
- służy mnie - ale go oddam bez żalu -
- ażebyś poznał bratyma w szakalu.
- Tyś go paiżem swym zasłaniał w sieczy -
- niejedna tobie zań przylgnęła rana -
- ale jest zdrady pełen duch człowieczy,
- gorszej - niż ciało paląca toffana.
- Idź w grób - i legnij pod ciemnymi jodły,
- wszystkie cię gwiazdy prócz jednej - zawiodły.
- I tę jedyną - Tobie zadmuchnięto.
- Ale masz w sobie, czego nikt nie zżarzy:
- Prometeiczny ogień - duchów święto -
- w zamurowanym lochu blask witraży...
Coś mówił jeszcze - koń mój zdębion trwogą
szedł jakiś żebrak lichy wiejską drogą.
Rozsiekłem. Z świstem lecąc przez mokradła,
deptałem węże jako srebrne struny -
a z borów na mnie leciały widziadła
i twarz zielona z nadpróchniałej truny -
Wtem kościół. Z koniem wjechałem do nawy,
lud śpiewał. Chrystus patrzył na mnie łzawy.
"Nie będę Tobie służył, Jezu miły,
boś nie jest Bogiem gwiazd ani ananki".
Na wieży dzwony same rozdzwoniły
i same gasnąć poczęły kaganki -
on - słońce krzyżma wzniósł - lecz patrzył groźno -
już leżał w krwi...
Ja król - ja sędzia - archanioł sumienia -
zbirem stanąłem przed lico ojczyzny.
Czemuż w mym sercu nie dotknęła blizny,
którą korona mi wryła cierpienia -
czemuż na gwiazd mych nie patrzy agonię -
krzyżową mękę moją: rex Poloniae!
Jeśli niewinny - niebo mu otwarłem,
sam żyjąc w piekle miłości straconej,
jeśli męczennik - jak lew go rozdarłem,
ciemnym nieszczęścia grotem przebodzony -
bo huczy we mnie tak ogromny dzwon,
że gdy uderzy - to aż w Boga tron.
Kto tu? znów przyszedł... oczyma przebija -
szepce - tak cichy rozpacznie i blady
"Jam święty - zbawił mię Chrystus Maryja" -
precz maro! szatan cię wysłał na zwiady -
któż wie cokolwiek? dusza ciemny bór -
dusi mię - słońca! - wieków chór....
Jak cicho...w małym ogródku przy celi -
czerwone maki i modre baldaszki
i te dziewanny, jak w złocie anieli,
i migocące lazurowe ważki...
Czy z mazowieckich jezior wy? czy na jej kurhanie
gra pieśniarz? czy w borach tam słychać szlochanie?
...I odleciały! ...a jam ryknął płaczem -
gardzą - nieszczęścia królem i tułaczem.
Ojczyzno! mych krwawiących kości
nie złożę w Tobie - bobym Piotrowinem
świadczył, wbrew ducha miłości -
żeś mi macochą była, choć ja - synem...
Pną się we mnie czarne kwiaty -
złote kwiaty,
krwawe kwiaty.
Nim Adonai przeklął Kainowe plemię,
wirowały już te światy
w ogniach Mocy i Tronów -
i z kryształowych dzwonów
płynęły w rajskich melodiach na ziemię.
Ach, moich szaleństw złowieszcze bachmaty
wichrem spadających komet
uniosły mię w zamek Chimery -
gdzie na krzyżach rozpięte
ciała umęczonych Andromed
i niemych Sfingów twarze wniebowzięte.
(...fosforycznie przyświecają
w studniach głębokich -
jednookich
olbrzymów do się zapraszają...)
Na rubinowym szczycie, oplątana w liany
zodiaków i sennych mgławic protosfery -
ta Jeruzalem piekielna.
Jako płonące świeczniki
żarzą się wichrem rozszumione cedry.
Wśród kolumn czarnych olbrzymiej katedry
zaklęta postać leży Bereniki.
(...a hymn jej grają
zimowe bezdroża -
a skrzydła nad nią roztaczają
Samumy...)
***
Pośród nocy miesięcznej przez bory
orszak magów płynie w adoracji -
nad słoniami złota kiść akacji -
to królowie wyklętej Gomory.
W tańcu zwiewnym czarne bajadery
lśnią skarbami podziemnej Golkondy -
na warkoczach skrzą gwiazdy, drżą szmery,
jak kwiat mango w ściskach anakondy.
Wrzask tympanów, brzmią dzikie litaury,
od pochodni goreją świątynie -
to na Olimp się wdarły Centaury
i w zadumie patrzą na boginię:
(...a hymn jej grają
zimowe bezdroża -
a skrzydła nad nią roztaczają
Samumy...)
Nad cysterną - wśród gorącej, splątanej zieleni
kwiat niewoli brudną krwią się mieni
i zatapia w mrok siny swe łona -
duch za kratą wytęża ramiona.
***
Kiedy w rajskim dziwnym śnie,
kołysany szeptem tulipanów,
w mgły srebrzyste przyoblokłem Cię
na dalekiej wyspie Oceanów
(w dziwnym rajskim śnie) -
szafirową w ogniach różę
wydałem z mego łona
i łzy szczęścia w gwiazd wichurze
przetopiłem w blask Oriona -
ach, ujrzałem Cię:
przeze mnie wyśnioną,
przeze mnie na wiek potępioną.
Bóg mściwy wyrwał ten mój serca kwiat
i wśród jaskiń księżyca pustyni
duchy wężów się wzniosły w las pinii -
a ze skał niebosiężnych, gdzie był chram,
patrzył na mnie fosforyczny zimny gad -
ze skał, gdzie się tuli śmierć do bram.
***
Ponad głębiami czarnych wód
leżę w bezchwiejnym, cichym śnie
i marzę - że ty przyjdziesz mnie
tam strącić - w swój piekielny gród.
Na uczcie króla Baltazara
sfałszował mag żydowski, Daniel,
jej złote imię Upharisim.
A imię znaczy:
- nieśmiertelny
- i bogom równy!
- zejdź w zimny wilgotny loch kościelny
- i zabij tę, co w trumnie śni -
- Mene - Mene - co w mroku lśni -
- jej duszę - serce twe -
- Mene - Mene!...
- a ja Cię wzniosę - bóg piekielny -
- ponad aniołów czyn niedokonany
- ponad najgłębszą z gwiazd
- o której mędrce marzą i szatany...
O pani konających, nasyć oczy moje.