Godzina moja się zbliża
i otaczają ciemności -
już wyschły źródła miłości
i w płomiennej męce krzyża
serce wciąż głębiej się zniża,
wciąż głębiej w nim rany rozdzieram -
i żyję, by czuć, że umieram.
Na fali czystym błękicie
łódź moja płynie w wygnanie -
i widzę zorzy świtanie -
i widzę loch mój w granicie -
oh, ręce moje otnijcie,
gdyż bramę Grozy rozwieram -
On rzekł mi: ja w Tobie - umieram.
Nade mną złote łabędzie
rozbłękitniają się w hymny -
a w głębi widzę gad zimny,
i oczy krwawe - w obłędzie -
i ktoś mi szepce: - ja wszędzie
za twoim sercem się wdzieram -
ja mrok - ja śmierć - ja Bóg - nie umieram.
O wy, kratery wulkanów,
zamarzłym ogniem zionące -
o, moje róże więdnące,
wśród czarnej mgły oceanów -
o niedolo mych peanów,
w których się Boga wypieram,
a stopy zimne całując, umieram.
Słowiku, co ożywiasz gaje
w pustyniach mojego łona -
ach, jakże serce me kona
ach, jakiej męki doznaję -
paląc w płomieniach swe raje -
na lichej kolumnie się wspieram -
z nią padam - i łkam - i umieram.
Z Twych rąk mi płyną ulżenia,
gdy krwią swą rosisz me lico -
lecz doli mej tajemnicą
zamknięta w grodzie płomienia!
gdzie tak mnie trapią cierpienia
i tyle szturmów odpieram,
żeć zamek zdam - bo umieram.
Oto jak cień się przekradać
pod murem rajskich ogrodów -
w ogniu się paląc wśród lodów -
mieć Cię - a nie posiadać -
zdobyć - ukochać - postradać -
to człowiek - z niego się wydzieram
- daremnie! daremnie żyję i umieram.
W mroku nocnym Orion świeci
olbrzymowi tatrzańskiemu -
mój duch tam - za morza leci
w kraj złotego Chryzantemu:
tam jest mężnych lud rycerzy,
którym milsza śmierć niż plama -
tam - znad strojnych w laur wybrzeży
błyszczy wulkan Fużijama.
Tam mądrość Indii zasiewa
miłość dla zwierząt i boru,
tam wolnym ludziom ptak śpiewa
i wichr - znad morza przestworu.
Gdy portugalskie zakony
i czarne sługi Lojoli,
mówiąc: "Chrystus umęczony" -
wiedli was w łańcuch niewoli
jak tygrysy w ciemnym gniewie,
kiedy im się wzrok rozjarzy -
poszarpaliście handlarzy,
co przy Martwym stali drzewie.
Trupy na milę od brzegu
("bo chrześcianin niewart ziemi!")
grzebane są w morskim śniegu
pod falami burzliwemi.
Płynęły Rosjan okręty
nakarmiać wami rekiny -
lecz wy - jak u Salaminy
pogrążacie ich w odmęty.
I oto z Lachów soldaty,
z ciał niosąc dla sępów żery,
idą po śmierć z rąk Azjaty,
lub po hańbę Somo-Sierry!
w błysku ognia staniemy wśród kul
i w kajdanach - będziemy zabijać -
o, niech krwawy tak zamroczy ból,
aby kule mogły was - omijać.
Nam każą licemierniki
moskiewskie wielbić sztandary -
wspomnijcie matek okrzyki,
gdy Praga buchnęła w pożary!
Xiędza wieźli przed frontem żołnierzy,
na kibitce wieźli związanego -
każdy siepacz go knutem uderzy,
on - podobien do krza różanego!
Po tysiącu knutów był złamany,
a po trzech tysiącach był u Boga -
lecz tysięcy sześć był rozkaz dany -
car Mikołaj bił martwego wroga!
Nam Sybir kości wybiela,
u stóp zgaszonego Znicza,
pomnik rdzawy stoi Wieszatiela
przed Matką, co łzy nam oblicza.
O, błogosławim my caru
ha bój z krainą Jutrzenki -
gdyby usłyszał te jęki
z czarnego wznoszące się jaru -
to jak w grobowiec Timura
uderzyłby grom wśród meczetu
i wiodłaby ludy ta chmura,
jako gwiazda Nazaretu!