Z głębiny serca ku Tobie wzywam, Panie,
Z pomroku duszy, gdzie się kryje płaz -
Łzy mi się cisną i tworzą wyznanie,
Jakie się w życia składu tylko raz

I tylko Tobie... Czy mnie słyszysz, Panie?
Otom zbłąkany wśród piasków pustyni:
Pożar zwątpienia pali głowę mą,
Wicher goryczy serce wyschłym czyni -

A znikąd rosy - chybam zroszon łzą,
W której się mieści cały ból pustyni.
Dokoła ciągną wyjące szakale
Stadami węsząc samicę lub żer -

Gdy je usłyszę - moich łez opale
W twardy i ostry kamienieją żwir
I głazy ciskam...
Lecz teraz noc jest - i przez gwiazd milczenie

Przemawia do mnie Wiekuisty Duch -
Jemu odsłonię duszy swej zmęczenie -
On stworzy we mnie życiodajny ruch -
On mnie roztopi w błękitów milczenie.

Byłeś mi hojny - Tyś mi jak z kryształu
Serca dał bratnie - iście boski dar -
I topór czynu i wicher zapału,
Który me żagle pędził w słońca żar -

I marzeń garstkę z tęczy i kryształu
Długo płynąłem w mych wierzeń bezmiary,
Lecz coraz gęstszy wlókł się za mną cień -
Aż słońce zgasło - lodowate mary

Wpiły się w serce - i słuchały drżeń -
O jak okropne są te trzy wymiary!
Orkan uderzył, gdy żagle przegniły,
Zrdzewiała kotew i złamał się ster -

Na brzeg mnie pusty fale wyrzuciły
Do monotonnych Rezygnacji sfer,
Gdzie w kółko błądzę, tracąc resztę siły.
Ach, błądzę - błądzę z bezmierną rozpaczą,

Rwąc się do słońca i błękitu mórz -
Złowrogie kruki nad mą głową kraczą:
"Mgły są wieczyste, już nie będzie zórz -
Nigdy już słońca dusze nie zobaczą!"

Ach, wówczas myślę (niechaj to bluźnierstwo
Ciebie nie dojdzie! ), żeś Ty nie jest Bóg,
Ale ohydne natury szalbierstwo,
Co nas wywodzi za instynktów próg,

Aby porzucić na ból i bluźnierstwo.
Lecz skąd się biorą nadziemskie tęsknoty
I wizje światów, jakich nie ma tu?
Przez każdą duszę płynie strumień złoty,

Niosąc nadzieję anielskiego chrztu
I piór przyrostu na miejscach brzydoty
Jest kraj, gdzie krążą w cudownej symfonii
Duchy od ziemskich oderwane gniazd -

I to, co tutaj umarło w agonii -
Tam - wśród zamieci różnobarwnych gwiazd
Wciela się światłem - grą - tęczą symfonii.
Lecz znowu czuję - tej nieskończoności

Ująć nie zdoła ni rozum, ni lot!
Wszak również bezmiar widzimy w mglistości,
I gwiazdy wabią na topieli błot -
Czymże ja wieczne wśród przemian wieczności?

"Jednego tylko - jednego potrzeba -
(To ty, o Panie? boski Mistrzu mój?)
Duch Pocieszyciel da wam mądrość z nieba,
A Jam serc waszych utajony zdrój -
Napój wieczysty, którego wam trzeba"

O prawda, prawda - mój najświętszy Panie -
Bez Twej miłości jest mi pusty świat
I żadne z światem nie łączy wiązanie,
Nie nęci człowiek, gwiazda ani kwiat -
O miłość Twoją błagam Ciebie, Panie!


"Krzyż tedy zawdy nagotowany jest i wszędzie cię czeka.
Nie możesz go się uchronić, dokądkolwiek ucieczesz, bo gdziebyśkolwiek
poszedł, samego siebie z sobą nosisz, a samego siebie zawdy najdziesz.
A jakoż ty inszej drogi szukasz, mimo tej królewskiej drogi, która jest
drogą krzyża świętego?"
(Nieznany)

"I obejrzał się duch jasny na wołanie
dziecka i powracał leniwo po złotej fali,
wlekąc po niej końce skrzydeł obwisłych
ze smutku".
(Anhelli)

Już świt... Purpury są na niebie.
Już świt... Wciąż nocne straszą mary,
Sen to? czy zjaw? czy jakie czary?
dusza mogiłę własną grzebie.
Dusza ma blada z przerażenia,
jako te zimne mgły na polu,
dusza się lęka swego cienia -
ten cień - czerwony jak od bólu.
Ptaki się budzą - lecz ja słyszę -
coś w moim sercu łzami rosi -
W dół się przechylam, w wielką ciszę
serce się moje w dal unosi -
serce się moje w dal wydziera -
i już się stroi w kij pątniczy,
w kamienną czarkę łzy swe zbiera,
gdy będzie konać - Bóg policzy.
[Tylko mi nie płacz - nie łam dłoni
ze snów otrząśnij się złowrogich -
jest coś, co nas przed zgubą broni -
nas - i naszemu sercu drogich].
..............................
Już Anioł chodzi między mgłami
i je owiewa skrzydły swemi
i tak uświęca, że nie plami
ich pył, ni ciężar smętnej ziemi.
Jako przejrzyste senne morze
fioletem lśniące i błękitem
falują mgły te po przestworze
srebrzysto-jasnem, złotolitem.
Nagle się mienią na różowo,
jakby od szczęścia zapłonione -
tak przenajświętsza Cię Królowo,
maluje serce rozmodlone:
w złoto-zielonej mgieł obręczy
ognista róża lśni szkarłatem,
rozwiewa skrzydła ponad światem -
raczej na światów gdzieś przełęczy.
Drzewa jak wyspy koralowe
zaczarowane, niepojęte -
obłoki, jak kadzidło święte,
czerwone wewnątrz i lilowe.

Słychać za szybą tuż brzęczenie -
to motyl rwie się do swobody -
leć - i poleciał na ogrody -
leć - i nieś słońcu pozdrowienie...
Słońce! Ty jesteś ziemi królem -
Boże! Ty jesteś świata słońcem -
Duszo! Ty jesteś bóstwa gońcem -
Serce! Ty jedno - wiecznym bólem...