Zapisz swoję ulubione piosenki

Imie/ksywa:*

Mail

Komatarz dla przyszłych pokoleń:




Żyje we mnie jakiś głuchy płacz- jakiś szloch i płacz żyją we mnie-
niby w grocie kropel wieczny szmer, monotonnych kropel tajny jęk.
Ach, to pewno przez zbójców zamkniona ze złotymi włosami królewna,
(kasztelanka lub może pasterka)- z pól słonecznych, zielonych porwana,
zapomniana i w grocie zamknięta i na ostrych się głazach krwawiąca,
złotowłosa mej duszy królewna.
Łzy jej płyną jak zimne opale- łzy jej płyną wśród nocy bez końca
i w kryształy się lodów zwisają- w zamyślenia wiszące kryształy.
Raz przypełznął ze szmerem do groty- wąż kusiciel tych głuchych
podziemi,
usta chciwie przyłożył do zdroju, lecz się wzdrygnął przed blaskiem
nieznanym.
A wtem ujrzał w szafirach królewnę- i swe oczy głębokie, zielone-
swoje oczy widzące w ciemnościach utkwił w bladą płaczącą królewnę-
i mądrymi oczyma pocieszał i prowadził ją w otchłań głęboką-
fosforycznie oczyma przyświecał- i prowadził ją w otchłań głęboko.
Aż pod ręką skrwawioną, co szuka w mroku oparcia,
grać poczęły jak dzwony bólów zamarzłych kryształy:
chór wyklętych pielgrzymów nuci pieśń grobu świętego,
tarcze błyskają, miecze - wśród kolumn czarnych bazaltu- wstają z
grobów olbrzymy- szał rozpędzonych rumaków
niesie ich w ogniach kłębiących przed gniewny w piorunach Majestat.
Nagle śpiewy zamilkły- głucha rozwarła się otchłań-
widać wśród ścian obślisgłych mgłą wirujące jezioro.
I na zwilgłym grobowcu drżąca spoczęła królewna,
w otchłań patrzy bezgwiezdną- w świątyń zagasłych jezioro.
Wtem ją mocne ramiona objęły w krzyku bezdzwięcznym
i uniosły nad otchłań skrzydeł sześcioro
i ujrzała cudowną w blasku miesięcznym- twarz Lucifera.


Ruinom podobne serce moje - ruinom ogromnym i bezkształtnym.
Mrok otulił rany moje, po lazurowych wschodach prowadzi mię zaduma w
gwiazdy.
Orionie - bracie mój - w purpurowym zarzewiu wulkanów czytający księgę
przeznaczeń -
i Ty, siostro moja, Andromedo, przykuta do skał -
i Ty, łamiąca dłonie Kassjopeo, której córę wzięło na pożarcie złe bóstwo -
miłość -
i Ty, Perseuszu, coś ujarzmił obłąkane loty swojej wyobraźni -
i Ty, Liro - i Ty, Orle - i Ty najbliższa nam grzywo Centaura -
- - o gwiazdy magowie, składający hołd wiekuistemu Sercu! wzmocnijcie
chlebem aniołów mnie - najciemniejszego z tułaczów po otchłani.


Męczennicy, których krew użyźnia bryłę ziemi - dziewice, niewinniejsze od
lilij - młodzieńcy, dzielniejsi od posągów - rozżarzcie serce moje w
trybularz wonności.
I wy, Geniusze, tworzący wszechład - ogień - wodę - powietrze i ziemię -
eter - gwiazdy i przeznaczenie gwiazd - świeczniki boże siedmioramienne -
skrysztalcie mię w klejnot wiedzy, na czarny węgiel rzućcie iskrę objawień.


Aniołowie - otom dzwon zaryty w piasku, - na wysokich górach postawcie
mię braciszkowie moi, abym dolinom opętanym w mroku zwiastował
Ducha Pocieszyciela.
O ruiny serca mego, ogromne i bezkształtne w mroku - poryte wąwozami
cieniów, które nie wiem dokąd zawiodą - pełne więzień i klatek na
potwory, łańcuchów - pordzewiałych od krwi i od łez -
- - Czarodzieje filtrują jady w przysionkach mych -
handlarze brązu rozkopują łono moje -
niewolnice kupczą wdziękiem Afrodyty -
dumna młodzież rozpędza rydwany dokoła cyprysowych alej -
lecz łasice gryzą się w ciemnościach, a świerszcze sykają nad upadkiem -
i tylko gwiazdy wświecają się w sznur obłąkanych nieskończonością okien -
a niebiosa rozwinęły się nade mną jako szafirowe żagle.


O przedwieczne rodzeństwo - aniołowie, geniusze i święci - dźwignijcie
księżyc z fali morza zamarzłego - niechaj cyprysy moje napełni szmerami
proroctw.


W ciemności schodzi duch mój - w ciemności roztęczone od szronu
gwiazd - łyskające kopułą czarodziejskiego zamku, gdzie białe rumaki
strącane są w głuche jeziora - a w fosforycznych grotach ucztują widma
potępionych.


Tysiącoletnie drzewa rozpaczy nurzają się w lodowych zatorach, płyną
szeleszcząc ku bezdennym wirom - nad mglistym wyżłobionym lejem
Anioł śmierci waży się w krwawym płomieniu, niby dogorywająca na wieży
latarnia.
Stało się -
zapadły pode mną niebiosa - kępa kwiatów pod stopą kamiennego
olbrzyma i mrok zgęstniał dokoła.
A nad głębiami Duch - gasi gwiazdy - i rozżarza wizje, świetniejsze od
gwiazd.


Patrz, mój synu - kry płyną wśród bezbrzeżnej rzeki -
nad nią drzewa z gałęzi obcięte - kaleki.
Patrz, mój synu - nie wody szumią, lecz pacierze -
nie kry płyną - lecz z sztandarów obdarci rycerze.
Nie kamienie - ale maski tam grabarzy -
nie jodłowych lasów drżenie -
lecz śpiew budzonych pod ziemią cmentarzy.
Nie sierpy dzwonią - ale noże -
nie mgły czernią - ale się wali na nas czarne morze.

Nie myśl, że Bóg nas rzucił wśród powodzi,
jako szczenięta. Przy Tobie dwa duchy dziewicze -
jedna Cię umarłego położy na znicze,
a druga Cię, jak matka na nowo odrodzi.

Jest Bóg maluczkich i tryumfatorów -
Bóg tajemnic nad niebem Twej duszy
i Bóg trzeci - okropny - Bóg pozorów -
i On hufcem najedzie i pod kopytami skruszy.

Ja stary umrę - a umarli rządzą
w ogrójcach życia, jako pasieczniki -
ptaki nie mają dróg - lecz nie błądzą -
dusza ma własne gwiazdy i tajniki -
a teraz idź, witeziu.