Z grot czarnych, które rzeźbi sen i obłąkanie,
z podziemi, gdzie wśród ognia żyje płaz -
potok łez moich w zamęcie i pianie
zapada w głuche bezdźwięczne otchłanie,
gdzie Bóg się wyparł nas.

Zębate wieże i skaliste grody,
księżyce krwawe, zatopione w mgle -
miraże świateł, lodowe ogrody
i widm okropnych wyjące narody,
co szarpią mnie.

Ty żyjesz w raju, ja mrę na Golgocie -
na kresach duszy, gdzie Magog i Gog -
grudę Twej ziemi rozbijam w tęsknocie,
by Twoich świątyń iskrzyły się krocie -
i pełznę w mrok.

Ja matka bogów - niosę Ciebie w łonie -
choć nad mą głową syczy wężów gniew
i patrzę w zimne ołowiane tonie,
serce mgłą krwawą jeszcze Ci wyzionie
łabędzi śpiew.

Bo Cię tak wielbię, żeś mnie bardzo zmęczył,
i smagał grzechem i pędził mnie wzwyż -
a nad przepaścią Anioł się roztęczył -
i gwiazd obłędem serce me uwieńczył -
i wzniósł na krzyż.

Własne królestwa rozwaliłam w gruzy,
by cię nie straszyć bezmiarem mych mąk -
ale się spojrzeć strzeż w lico Meduzy,
gdzie z obłąkanych oczu płyną czarne śluzy
na gwoździe rąk.

W zimnym Tartarze - ja posąg antyczny,
z torsem bez kolan i oczyma z dziur -
uśmiech na twarzy mojej sardoniczny,
a w piersiach źródło miłości mistycznej,
jak tęcza z chmur.


BĄDZ ZDROWA

Bądź zdrowa! (jak dziwnie brzmi dzwon!)
Bądź zdrowa! (lecą liście z drzewa...)
Bądź zdrowa! (miłość jest jak zgon...)
Bądź zdrowa! (wiatr złowrogi śpiewa...)
- Już nigdy -
Rwie serce Twój płacz!
- Wydarł się z piersi niespodzianie,
- Żegnam cię - trzeba - i Ty Boże racz -
- Litości!... - -
W konie!... Chryste Panie!...