i rzuca, " />
i rzuca, " />
Purpurowe ciepłe słońce
zapadało w morza toń,
śląc w bezmiary złote gońce,
co pieściły moją skroń;
a ja leżę rozmarzona,
zasłuchana w szmery fal -
w głębiach płacze, w głębiach kona
miłość moja, duma, żal.
Oh, te czarne skał diamenty
poszarpały stopy me -
płyną dni me, jak okręty,
w coraz gęstszą zimną mgłę.
Wtem zadrżałam: w boskiej krasie
stał przede mną bóg -
tęcza była mu przy pasie,
księżyc obok nóg.
Jego oczy dwa szafiry
w ciemni moich grot -
szał mistyczny płynął z liry -
orłów gwiezdnych lot.
I ujrzałam w kolumnadzie
marmurowy dwór - -
ale cień się czarny kładzie
ode mnie - jak z chmur.
I poślubił moje łono
pośród Mlecznych Dróg -
tę pieśń mroków potępioną,
mocniejszą - niż bóg.
I on zgasnął - a ja płynę
z trupem u mych łon -
a pod łodzią mam głębinę,
gdzie gwiazd leci szron.
Wiem: przedrzekły mi Charyty,
iż przy dźwięku harf
Horus wzejdzie - syn kobi?ty,
już pogromca larw.
"Lew się ducha we mnie sroży
i rzuca się i rwie ludzi
wprzód, nim się rozum obudzi".
Łuną rozpaczy zażegając sioła
zbiegłem, żywota nie chroniąc przed tużbą.
Innego nie chcę, prócz ciszy, kościoła,
fałszywcom nie chcę być swakiem, ni drużbą -
niechaj nas morza przedzielą i step -
w miejsce korony wdziałem wilczy łeb.
Polszcza... kochałem ja się w twych rumieńcach,
którymi zorza wschodziła zza boru -
i w twoich złotych warkoczach i w żeńcach -
i w łyskawicach letniego wieczoru,
i w ryku żubrów, idących na spój...
od szlochu pęknie pierś...Boh mój!
Przez ducha mgły i w zbroic chrzęście
widzę ten cudny gród - w sadach wiśniowych i w złocie.
Tutaj zdobyłem cześć - i tu straciłem szczęście -
tu greckiem wino lał bogini mej - Tęsknocie -
tu Antygony cień ślepy mi przyzwał Mag -
i tu wśród ciemnych burz słuchałem dzikich sag.
Hej, przy księżycu srebrnymi podkowy
zmiatałem kowyl z drużyną po stepie...
Hej, znawały mnie panieńskie alkowy,
bo serca rubin pieśniami rozszczepię!
ja prosty rycerz - bard słońca i pól
więcej zdobyłem królestw, niźli - król.
Raz - osaczywszy połowieckie wieże
zsiadłem, rannego mając tabuńczyka -
a słońce krwawe już otwarło dźwierze,
przez które dusza Bogu się wymyka;
a na kurhanie stary Bojan grał -
miedziane struny wieszczą pieśnią rwał.
I zmilkł. Ujrzałem olwijską kniaziównę
na koniu w cwał lecącą z Czarnomorza -
Stanęła, klęka. Oczy gwiazdom równe
wbija mi w serce, mówiąc: "ta krwi zorza -
to moje władztwo! zgliszcza - to mój dom!
biegłam - monachów mając z nożami - lub srom:"
Com odrzekł - nie wiem, bo chóry Eonów
już mnie objęły w grające pierścienie -
i blask poczułem, jak jeden z tych Tronów
na których gwiezdne oparł Bóg sklepienie.
Szliśmy - tęczami obryzgani ros
z kurhanów leciał dziwny - rajski głos.
Lecz któż, o Panie, zmierzył Twe krawędzie
i wieczność morza przelał do swej dłoni?
Któż wie, co było - i któż wie, co będzie?
za spadającą gwiazdą któż pogoni?
Pani! jedyna moja - wszechświat w Tobie
poznałem, bom go ukochał przez Ciebie!
i jeśli teraz żyję smętny w grobie,
to z wiarą, że się ocknę w Twoim sercu - w niebie
Ach, gdym Cię złożył na marach otrutą -
bólami ściętą twarz - źrenice szklane -
tom ja przysięgnął taką pomstę lutą,
jak Duch - co pisał ogniem: Thekel-Mane!
Przez nocy tysiąc szukałem zbrodniarza,
w gusła zabrnąłem i w czarne zaklęcia -
Szatan objawił: zbrodniarz u ołtarza -
- służy mnie - ale ma wygląd jagnięcia -
- służy mnie - ale go oddam bez żalu -
- ażebyś poznał bratyma w szakalu.
- Tyś go paiżem swym zasłaniał w sieczy -
- niejedna tobie zań przylgnęła rana -
- ale jest zdrady pełen duch człowieczy,
- gorszej - niż ciało paląca toffana.
- Idź w grób - i legnij pod ciemnymi jodły,
- wszystkie cię gwiazdy prócz jednej - zawiodły.
- I tę jedyną - Tobie zadmuchnięto.
- Ale masz w sobie, czego nikt nie zżarzy:
- Prometeiczny ogień - duchów święto -
- w zamurowanym lochu blask witraży...
Coś mówił jeszcze - koń mój zdębion trwogą
szedł jakiś żebrak lichy wiejską drogą.
Rozsiekłem. Z świstem lecąc przez mokradła,
deptałem węże jako srebrne struny -
a z borów na mnie leciały widziadła
i twarz zielona z nadpróchniałej truny -
Wtem kościół. Z koniem wjechałem do nawy,
lud śpiewał. Chrystus patrzył na mnie łzawy.
"Nie będę Tobie służył, Jezu miły,
boś nie jest Bogiem gwiazd ani ananki".
Na wieży dzwony same rozdzwoniły
i same gasnąć poczęły kaganki -
on - słońce krzyżma wzniósł - lecz patrzył groźno -
już leżał w krwi...
Ja król - ja sędzia - archanioł sumienia -
zbirem stanąłem przed lico ojczyzny.
Czemuż w mym sercu nie dotknęła blizny,
którą korona mi wryła cierpienia -
czemuż na gwiazd mych nie patrzy agonię -
krzyżową mękę moją: rex Poloniae!
Jeśli niewinny - niebo mu otwarłem,
sam żyjąc w piekle miłości straconej,
jeśli męczennik - jak lew go rozdarłem,
ciemnym nieszczęścia grotem przebodzony -
bo huczy we mnie tak ogromny dzwon,
że gdy uderzy - to aż w Boga tron.
Kto tu? znów przyszedł... oczyma przebija -
szepce - tak cichy rozpacznie i blady
"Jam święty - zbawił mię Chrystus Maryja" -
precz maro! szatan cię wysłał na zwiady -
któż wie cokolwiek? dusza ciemny bór -
dusi mię - słońca! - wieków chór....
Jak cicho...w małym ogródku przy celi -
czerwone maki i modre baldaszki
i te dziewanny, jak w złocie anieli,
i migocące lazurowe ważki...
Czy z mazowieckich jezior wy? czy na jej kurhanie
gra pieśniarz? czy w borach tam słychać szlochanie?
...I odleciały! ...a jam ryknął płaczem -
gardzą - nieszczęścia królem i tułaczem.
Ojczyzno! mych krwawiących kości
nie złożę w Tobie - bobym Piotrowinem
świadczył, wbrew ducha miłości -
żeś mi macochą była, choć ja - synem...