Idę wśród gwiazd - i snów mych trybularzem
zimne stęgłe płanety rozżarzam w ognia kościoły.

Słowiki nucą radośnie,
by umrzeć w marzeń wiośnie -
ze swą kochanką wśród kwiatów
błądzić na przełęczy światów.

Płomień wybucha, szaleje - nad uczuć krwawym ołtarzem,
w tryumfującej pieśni konają z harfą anioły.

Ja Cię powiodę, mój młody
witeziu, na lepsze - na krwawsze gody:
Twój okręt wśród mgieł i zawiei
w kraj zórz popłynie Medei -
a tam w głębinach jej oczy -
zapomnisz, że krew dziatek broczy.

Hej maski! lodowym wśród gwiazd kurytarzem
w królewskich szatach - do uczty wesołej!

Ścigajmy lśniące
komet hurysy -
a jako lampy mdlejące
oświetlą nam miesiące
grobów cyprysy.
Z morza wyłowim barweny -
Tęczową śmierć Heliosa -
wam oddam bogów niebiosa -
mnie zamek martwej Gehenny.

Precz widma! zostawcie króla na jego pustyni -
sam jestem - w mroku się kłębią złe oczy Erynij -

ktoś ze mną czuwa -
ha, z gór się osuwa
czarny lodozwał -
sumienie!


KAIN

Wyszła mi z boru w złocie warkoczy
z twarzą indyjskiej Bogarodzicy
w błękitnych iskrach w srebrnej przeźroczy
nadksiężycowej wiesczczka świątnicy...
Ach, rozkochały się w niej moje tęskne oczy
ach, i zabrzęczał mi łańcuch mej ciemnicy.

Jak wulkan krwawy w łonie Arymana,
jak Samum, gdy się wichrami rozuzda
tak we mnie otchłań gwiazdami przetkana
leciała w państwo słoneczne Ormuzda.

Ach, rozkochały się w niej moje tęskne oczy
ach, i zabrzęczał mi łańcuch mej ciemnicy.
Nie wzbraniał mi jej smok, żelazna wieża,
zdradny labirynt ni królewskie ramię
miłość zwycięży wszystko wszystko złamie
ale nie miłość druga do pasterza.

Wiec Śmierć przyzwałem i śmierć odtąd żyje
i wszechświat cały grobowcem przywarła
czuje mdły powiew
w oczeretach gnije
z tęsknoty u nóg mych umarła.

Na pustej trzcinie rozpiąłem jej włos
nad śniącą rzeką schyliły się drzewa
wiatr cicho płacze ptak mogilny śpiewa
to los mój los!...
głębiny tajne pruć
milczenia głuche mącić
jako stracona lódź
od brzegu się odtrącić
mieć gwiazdy gwiazdy rzucić
i tylko piosnkę nucić
to los mój los!...