Patrz, mój synu - kry płyną wśród bezbrzeżnej rzeki -
nad nią drzewa z gałęzi obcięte - kaleki.
Patrz, mój synu - nie wody szumią, lecz pacierze -
nie kry płyną - lecz z sztandarów obdarci rycerze.
Nie kamienie - ale maski tam grabarzy -
nie jodłowych lasów drżenie -
lecz śpiew budzonych pod ziemią cmentarzy.
Nie sierpy dzwonią - ale noże -
nie mgły czernią - ale się wali na nas czarne morze.

Nie myśl, że Bóg nas rzucił wśród powodzi,
jako szczenięta. Przy Tobie dwa duchy dziewicze -
jedna Cię umarłego położy na znicze,
a druga Cię, jak matka na nowo odrodzi.

Jest Bóg maluczkich i tryumfatorów -
Bóg tajemnic nad niebem Twej duszy
i Bóg trzeci - okropny - Bóg pozorów -
i On hufcem najedzie i pod kopytami skruszy.

Ja stary umrę - a umarli rządzą
w ogrójcach życia, jako pasieczniki -
ptaki nie mają dróg - lecz nie błądzą -
dusza ma własne gwiazdy i tajniki -
a teraz idź, witeziu.


MINOTAUR

Śniłem sen dziwny: żeśmy klęczeli oboje
w kościelnym zmroczu lip
a z rozsrebrzonych ołtarzy
sypał się kwiat - anielskich pełen twarzy
a na powietrzu brzęczą złote roje.


I klęczeliśmy przed sobą oboje
i usta nasze spoiły się łzami
i nie było już świata przed nami
i tylko jedna świętość: serce Twoje.


Ponad borami
krwawiło się zorze
i słychać szum!
tak chrzęszczą zbroje
lub do księżyca wzbierające morze,
a my słuchając, klęczymy oboje.


Potem - uniósłszy mą dłoń
z licem płomiennym Ariadny
wwiodłaś mię w grobów zamkniętych podwoje,
a w głębi huczał Ten, co mrokiem władny
i pod kopyta zabrał serc oboje.


I po wykutej z brązu wężownicy
przez gąszcza maków i modre powoje
ciała nam złocił blask różanolicy
- to księżyc,
wschodząc - żegnał nas oboje.


Ale się jeszcze roztliło zarzewiem
osamotnione w głębiach serce moje.
... Jeziora białym okryte modrzewiem
i gór dymiących napowietrzne zwoje.


Wir mię unosił do skalistej groty,
gdzie króle w złotych maskach i heroje;
przez loch w sklepieniu widzę gwiazd obroty
- błyska mi oczu fosforycznych dwoje.


A były drżące, jak noc przed obłędem,
wicher w nich szalał, gniew i niepokoje.
Wbiłem miecz z rozpędem
miedziana jękła pierś
on błogosławił krwią swą
nas oboje:

- Ja
- duchy z głębin mroku
- wywiodłem, biorąc ból i wieczne znoje.
- Z gwiazd niedosiężnych
- umieram wyroku,
- aby rozpalić
- męką serc oboje.


Nad pustym błądzę brzegiem Acheronu,
gdzie z pęknięć
płyną law czerwonych zdroje.
I gwiazdom śpiewam hymn
podobny dzwonu.
A w dzwon ten bije śmierć.
Znów nas oboje
ja
i Śmierć.