Patrz, mój synu - kry płyną wśród bezbrzeżnej rzeki -
nad nią drzewa z gałęzi obcięte - kaleki.
Patrz, mój synu - nie wody szumią, lecz pacierze -
nie kry płyną - lecz z sztandarów obdarci rycerze.
Nie kamienie - ale maski tam grabarzy -
nie jodłowych lasów drżenie -
lecz śpiew budzonych pod ziemią cmentarzy.
Nie sierpy dzwonią - ale noże -
nie mgły czernią - ale się wali na nas czarne morze.

Nie myśl, że Bóg nas rzucił wśród powodzi,
jako szczenięta. Przy Tobie dwa duchy dziewicze -
jedna Cię umarłego położy na znicze,
a druga Cię, jak matka na nowo odrodzi.

Jest Bóg maluczkich i tryumfatorów -
Bóg tajemnic nad niebem Twej duszy
i Bóg trzeci - okropny - Bóg pozorów -
i On hufcem najedzie i pod kopytami skruszy.

Ja stary umrę - a umarli rządzą
w ogrójcach życia, jako pasieczniki -
ptaki nie mają dróg - lecz nie błądzą -
dusza ma własne gwiazdy i tajniki -
a teraz idź, witeziu.


["... żelazny posąg z kolcami do wewnątrz, w którym zamykano przestępcę"... ]

Coś w mym sercu dziko pęka -
w dzwon uderza ciemna Groza -
i kolczata dusi ręka -
to Madonna Dolorosa.
W snów mistycznych mym ogrodzie
drga konwulsją Lilia - Roza,
zamrożona lśni mimoza,
a w piekielnym tortur chłodzie
każdą żyłkę w niej przebodzie
Pani królestw - Dolorosa.
Idzie święta w aureoli
z dzieciątkiem na ręku zmarłem -
źrenice puste rozwarłem,
czując, że nic już nie boli.